Choć przez lata spółdzielczość w Polsce była kojarzona z przeszłością, coraz więcej rolników zaczyna dostrzegać, że wspólne działanie może mieć realny sens. Sektor mleczarski udowadnia, że model oparty na współodpowiedzialności, zaufaniu i lokalnym kapitale nie tylko przetrwał próbę czasu, lecz także stał się jednym z filarów stabilnego rolnictwa.
W czasach, gdy indywidualne gospodarstwa borykają się z rosnącymi kosztami, niepewnością rynkową i presją dużych koncernów, spółdzielczość wraca do łask. Rolnicy coraz częściej spoglądają w stronę sprawdzonego modelu współpracy, który od dekad z powodzeniem funkcjonuje w mleczarstwie. To właśnie tam widać, że wspólne inwestowanie, dzielenie ryzyka i odpowiedzialności może przynieść wymierne efekty – zarówno ekonomiczne, jak i społeczne.
O tym, dlaczego warto się zrzeszać rozmawiamy z Agnieszką Maliszewską, prezes zarządu Polskiej Izby Mleka.
Fenomen polskiej spółdzielczości mleczarskiej
Jak to się dzieje, że w czasach, gdy spółdzielczość w Polsce właściwie nie istnieje, spółdzielnie mleczarskie radzą sobie tak dobrze? Jakie są bolączki współczesnej spółdzielczości i co musiałoby się zmienić, by rolnicy chętniej wchodzili w spółdzielnie?
Agnieszka Maliszewska: Rolnicy chcą wchodzić do spółdzielni mleczarskich, bo sektor mleczarski jest prawdziwym fenomenem – nie tylko w skali Polski, ale także w skali Europy. Po pierwsze, mamy ponadstuletnie tradycje spółdzielczości mleczarskiej. Te struktury przetrwały wiele kryzysów i pokazały, że są na nie odporne.
Dzieje się tak dlatego, że model zarządzania w spółdzielniach opiera się na współodpowiedzialności rolników – to oni są współzarządzającymi właścicielami.
Oczywiście, niektórym spółdzielniom nie udało się przetrwać. Zdarzało się, że rada nie rozumiała potrzeby rozwoju albo zarząd, składający się z menedżerów, nie potrafił właściwie reagować na zmiany.
Ale w wielu przypadkach przetrwali ci, którzy szybko zrozumieli, że trzeba dostosować się do nowych wyzwań. Rzeczywistość 25–30 lat temu była zupełnie inna niż dzisiaj, a nasza spółdzielczość też przeszła dużą transformację.
Kiedy zaczynałam pracę prawie 30 lat temu w sektorze spółdzielni mleczarskich, w Polsce działało około 400 spółdzielni. Dziś – jeśli dobrze policzyć, wliczając podmioty skupowe – mamy około stu. Wśród nich kilkadziesiąt jest silnych i stabilnych, a reszta to małe, lokalne spółdzielnie produkujące na rynek regionalny. To jednak również przykład na to, że można znaleźć niszę i funkcjonować w oparciu o lokalny model biznesowy.
Kiedy rolnicy potrafią się skrzyknąć i wybrać dobrego menedżera, który potrafi stawić czoła wyzwaniom, są w stanie poprowadzić biznes tak, by był rentowny i przynosił zyski. Model spółdzielczy sprawdza się, bo rolnicy wiedzą, że spółdzielnia jest ich własnością. Ci, którzy czuli ideę spółdzielczości, inwestowali w nią – i dziś widać efekty. Najlepszym przykładem są takie spółdzielnie jak Mlekovita, Piątnica, Łowicz, Mlekpol i Sierpc, gdzie rolnicy zrozumieli, że jeśli sami będą przetwarzać swoje mleko, a zyski wracać będą do nich – to zapewni im to stabilność.
Produkcja mleka nie jest łatwa – wymaga pracy praktycznie 24 godziny na dobę. Krowie nie powiesz: „sorry, jadę na urlop”. To zawód dla ludzi z ogromną determinacją i pasją. Ale właśnie dlatego model spółdzielczy, w którym odpowiedzialność i ryzyko są wspólne, działa tak dobrze.
Zaufanie ważniejsze niż rywalizacja
Skąd więc bierze się opór rolników przed zakładaniem nowych spółdzielni w innych branżach?
Myślę, że głównym problemem jest brak wiary w sukces i brak zaufania. Nie jest łatwo zebrać grupę osób i przekonać je do wspólnego działania. Mamy też w Polsce specyficzną mentalność – zamiast łączyć siły, wolimy konkurować ze sobą. Często słyszę: „Skoro sąsiad kupił traktor za 500 tysięcy, ja kupię za 600 tysięcy, żeby być lepszy”. A to nie ma sensu, bo model spółdzielczy zakłada coś przeciwnego – współdzielenie zasobów i kosztów.
To wymaga zaufania, którego nam wciąż brakuje. A przecież wspólne inwestowanie daje konkretne korzyści – można podzielić ryzyko, koszty i zyski. Widziałam niedawno świetny przykład we Włoszech: mała spółdzielnia mleczarska produkowała sery w niewielkim zakładzie, ale rolnicy wspólnie kupowali sprzęt, robili pasze, sianokiszonki i inne rzeczy. To pokazuje, że współpraca się opłaca.
Jak na spółdzielczość patrzą młodzi rolnicy?
Młodzi ludzie mają mieszane podejście. Z jednej strony boją się ryzyka, z drugiej – widzą, że bycie w grupie ma sens. Model spółdzielczy pozwala nie tylko dzielić zyski, ale też rozkładać ryzyko – co w trudnych czasach ma ogromne znaczenie.
Dodatkowo, kiedy spółdzielnia ma dobry zespół, rolnicy nie muszą martwić się o eksport, sprzedaż, czy biurokrację – tym zajmuje się wspólna struktura. Dlatego apeluję: nie obciążajmy spółdzielni nadmierną biurokracją. Już teraz podlegają kontrolom UOKiK, urzędów kontraktowych i innych instytucji. Każda nowa regulacja, każde dodatkowe wymaganie administracyjne to kolejny powód, by rolnicy bali się wchodzić do spółdzielni.
Komisja Europejska proponuje wskaźniki i ograniczenia, które mogą związać ręce wielu spółdzielniom – np. ograniczyć możliwość wypłaty dodatkowych pieniędzy rolnikom z tytułu dopłat za mleko. To absurd, który może zniechęcić ludzi do współpracy, a nawet zaszkodzić dobrze działającym strukturom.
Jakie ryzyka stoją dziś przed spółdzielniami mleczarskimi?
Przede wszystkim spadające ceny produktów mlecznych. To efekt nadprodukcji w całej Unii Europejskiej. Przez ostatnie lata, kiedy surowca było mniej, wszyscy zwiększali produkcję – teraz mamy jej za dużo. Europa nie jest w stanie skonsumować więcej nabiału, a eksport wyhamował. Jeszcze niedawno sprzedawaliśmy dużo do Afryki. Dziś Unia traci konkurencyjność przez biurokrację i wysokie koszty produkcji.
W Polsce ceny mleka też prawdopodobnie spadną – tak jak w innych krajach. Do tego dochodzi silna konkurencja z zewnątrz: Białoruś, USA, Irlandia. W Stanach Zjednoczonych cena masła jest już niższa niż w Europie, więc europejskie masło przestaje być konkurencyjne.
Nie chodzi o to, że ktoś zalewa nas tanim towarem. Problem w tym, że nie wysyłamy naszego produktu na zewnątrz, a to, co zostaje w Europie, automatycznie obniża ceny na rynku. To samo dzieje się z innymi produktami mlecznymi. Naszym największym rynkiem zbytu jest Unia Europejska, a kiedy ona ogranicza zakupy, efekt odczuwamy natychmiast.
Do tego dochodzą Indie i Chiny, które rozwijają własną produkcję i wkrótce będą same eksportować nabiał. To kolejne zagrożenie dla Europy. Na koniec dochodzą jeszcze wysokie koszty produkcji i presja sieci handlowych, które wymuszają obniżki cen u producentów, podczas gdy konsumenci nadal płacą coraz więcej. To nie teoria spiskowa – to czysta ekonomia.
Spółdzielczość z przyszłością
Czy obawa przed utratą niezależności gospodarstwa może być barierą dla rolników?
Nie powinna być. Wręcz przeciwnie – współpraca to szansa, by inwestować efektywniej. Jeśli pięciu rolników złoży się na maszynę za milion złotych, każdy z nich zapłaci tylko 200 tysięcy. Oszczędności można przeznaczyć na rozwój gospodarstwa, poprawę genetyki, modernizację obory czy stada.
Spółdzielnia to sposób na dzielenie kosztów, zysków i ryzyka. Dziś aż 80% mleka w Polsce jest skupowane, przetwarzane i sprzedawane przez spółdzielnie – to ogromny sukces. Fakt, że mamy młodszych menedżerów, czterdziestolatków, którzy są otwarci i nowocześni, to kolejny powód do optymizmu. Musimy jednak zachęcać młodych rolników do działania, bo średnia wieku rolnika w Polsce to 55 lat, a w Unii jeszcze więcej.
Jak ważna jest rola menedżera w spółdzielni?
Bardzo ważna. Jeśli rolnik prowadzi gospodarstwo i nie ma pracowników, powinien zatrudnić menedżera z głową – kogoś, kto rozumie branżę i realia pracy rolnika. Taka osoba nie może być oderwana od rzeczywistości – musi wiedzieć, czym jest gospodarstwo i jak funkcjonuje.
Rolnicy powinni skupiać się na nadzorze i wspieraniu menedżera, a nie na codziennym zarządzaniu. Oczywiście są też spółdzielnie, gdzie rolnicy sami zarządzają i dobrze sobie radzą, ale wszystko zależy od skali działalności. W Europie funkcjonują różne modele, jednak zawsze kluczem jest kompetentne przywództwo.
Czy zewnętrzny menedżer może cieszyć się większym zaufaniem rolników?
To zależy od ludzi, ale generalnie mamy w Polsce problem z zaufaniem. Nie ufamy sobie nawzajem – to nasz narodowy gen. A przecież czasem warto zaryzykować i zaufać komuś spoza środowiska, kto ma wiedzę i doświadczenie. Bez zaufania nie zbudujemy ani spółdzielni, ani wspólnoty.
Dlaczego mleczarze potrafią się dogadać, a producenci zbóż nie? Anatomia zaufania w rolnictwie
Choć przez lata spółdzielczość w Polsce była kojarzona z przeszłością, coraz więcej rolników zaczyna dostrzegać, że wspólne działanie może mieć realny sens. Sektor mleczarski udowadnia, że model oparty na współodpowiedzialności, zaufaniu i lokalnym kapitale nie tylko przetrwał próbę czasu, lecz także stał się jednym z filarów stabilnego rolnictwa.
W czasach, gdy indywidualne gospodarstwa borykają się z rosnącymi kosztami, niepewnością rynkową i presją dużych koncernów, spółdzielczość wraca do łask. Rolnicy coraz częściej spoglądają w stronę sprawdzonego modelu współpracy, który od dekad z powodzeniem funkcjonuje w mleczarstwie. To właśnie tam widać, że wspólne inwestowanie, dzielenie ryzyka i odpowiedzialności może przynieść wymierne efekty – zarówno ekonomiczne, jak i społeczne.
O tym, dlaczego warto się zrzeszać rozmawiamy z Agnieszką Maliszewską, prezes zarządu Polskiej Izby Mleka.
Fenomen polskiej spółdzielczości mleczarskiej
Jak to się dzieje, że w czasach, gdy spółdzielczość w Polsce właściwie nie istnieje, spółdzielnie mleczarskie radzą sobie tak dobrze? Jakie są bolączki współczesnej spółdzielczości i co musiałoby się zmienić, by rolnicy chętniej wchodzili w spółdzielnie?
Agnieszka Maliszewska: Rolnicy chcą wchodzić do spółdzielni mleczarskich, bo sektor mleczarski jest prawdziwym fenomenem – nie tylko w skali Polski, ale także w skali Europy. Po pierwsze, mamy ponadstuletnie tradycje spółdzielczości mleczarskiej. Te struktury przetrwały wiele kryzysów i pokazały, że są na nie odporne.
Dzieje się tak dlatego, że model zarządzania w spółdzielniach opiera się na współodpowiedzialności rolników – to oni są współzarządzającymi właścicielami.
Oczywiście, niektórym spółdzielniom nie udało się przetrwać. Zdarzało się, że rada nie rozumiała potrzeby rozwoju albo zarząd, składający się z menedżerów, nie potrafił właściwie reagować na zmiany.
Ale w wielu przypadkach przetrwali ci, którzy szybko zrozumieli, że trzeba dostosować się do nowych wyzwań. Rzeczywistość 25–30 lat temu była zupełnie inna niż dzisiaj, a nasza spółdzielczość też przeszła dużą transformację.
Kiedy zaczynałam pracę prawie 30 lat temu w sektorze spółdzielni mleczarskich, w Polsce działało około 400 spółdzielni. Dziś – jeśli dobrze policzyć, wliczając podmioty skupowe – mamy około stu. Wśród nich kilkadziesiąt jest silnych i stabilnych, a reszta to małe, lokalne spółdzielnie produkujące na rynek regionalny. To jednak również przykład na to, że można znaleźć niszę i funkcjonować w oparciu o lokalny model biznesowy.
Kiedy rolnicy potrafią się skrzyknąć i wybrać dobrego menedżera, który potrafi stawić czoła wyzwaniom, są w stanie poprowadzić biznes tak, by był rentowny i przynosił zyski. Model spółdzielczy sprawdza się, bo rolnicy wiedzą, że spółdzielnia jest ich własnością. Ci, którzy czuli ideę spółdzielczości, inwestowali w nią – i dziś widać efekty. Najlepszym przykładem są takie spółdzielnie jak Mlekovita, Piątnica, Łowicz, Mlekpol i Sierpc, gdzie rolnicy zrozumieli, że jeśli sami będą przetwarzać swoje mleko, a zyski wracać będą do nich – to zapewni im to stabilność.
Produkcja mleka nie jest łatwa – wymaga pracy praktycznie 24 godziny na dobę. Krowie nie powiesz: „sorry, jadę na urlop”. To zawód dla ludzi z ogromną determinacją i pasją. Ale właśnie dlatego model spółdzielczy, w którym odpowiedzialność i ryzyko są wspólne, działa tak dobrze.
Zaufanie ważniejsze niż rywalizacja
Skąd więc bierze się opór rolników przed zakładaniem nowych spółdzielni w innych branżach?
Myślę, że głównym problemem jest brak wiary w sukces i brak zaufania. Nie jest łatwo zebrać grupę osób i przekonać je do wspólnego działania.
Mamy też w Polsce specyficzną mentalność – zamiast łączyć siły, wolimy konkurować ze sobą. Często słyszę: „Skoro sąsiad kupił traktor za 500 tysięcy, ja kupię za 600 tysięcy, żeby być lepszy”. A to nie ma sensu, bo model spółdzielczy zakłada coś przeciwnego – współdzielenie zasobów i kosztów.
To wymaga zaufania, którego nam wciąż brakuje. A przecież wspólne inwestowanie daje konkretne korzyści – można podzielić ryzyko, koszty i zyski.
Widziałam niedawno świetny przykład we Włoszech: mała spółdzielnia mleczarska produkowała sery w niewielkim zakładzie, ale rolnicy wspólnie kupowali sprzęt, robili pasze, sianokiszonki i inne rzeczy.
To pokazuje, że współpraca się opłaca.
Jak na spółdzielczość patrzą młodzi rolnicy?
Młodzi ludzie mają mieszane podejście. Z jednej strony boją się ryzyka, z drugiej – widzą, że bycie w grupie ma sens. Model spółdzielczy pozwala nie tylko dzielić zyski, ale też rozkładać ryzyko – co w trudnych czasach ma ogromne znaczenie.
Dodatkowo, kiedy spółdzielnia ma dobry zespół, rolnicy nie muszą martwić się o eksport, sprzedaż, czy biurokrację – tym zajmuje się wspólna struktura.
Dlatego apeluję: nie obciążajmy spółdzielni nadmierną biurokracją.
Już teraz podlegają kontrolom UOKiK, urzędów kontraktowych i innych instytucji. Każda nowa regulacja, każde dodatkowe wymaganie administracyjne to kolejny powód, by rolnicy bali się wchodzić do spółdzielni.
Komisja Europejska proponuje wskaźniki i ograniczenia, które mogą związać ręce wielu spółdzielniom – np. ograniczyć możliwość wypłaty dodatkowych pieniędzy rolnikom z tytułu dopłat za mleko. To absurd, który może zniechęcić ludzi do współpracy, a nawet zaszkodzić dobrze działającym strukturom.
Jakie ryzyka stoją dziś przed spółdzielniami mleczarskimi?
Przede wszystkim spadające ceny produktów mlecznych.
To efekt nadprodukcji w całej Unii Europejskiej. Przez ostatnie lata, kiedy surowca było mniej, wszyscy zwiększali produkcję – teraz mamy jej za dużo.
Europa nie jest w stanie skonsumować więcej nabiału, a eksport wyhamował. Jeszcze niedawno sprzedawaliśmy dużo do Afryki. Dziś Unia traci konkurencyjność przez biurokrację i wysokie koszty produkcji.
W Polsce ceny mleka też prawdopodobnie spadną – tak jak w innych krajach. Do tego dochodzi silna konkurencja z zewnątrz: Białoruś, USA, Irlandia. W Stanach Zjednoczonych cena masła jest już niższa niż w Europie, więc europejskie masło przestaje być konkurencyjne.
Nie chodzi o to, że ktoś zalewa nas tanim towarem. Problem w tym, że nie wysyłamy naszego produktu na zewnątrz, a to, co zostaje w Europie, automatycznie obniża ceny na rynku. To samo dzieje się z innymi produktami mlecznymi. Naszym największym rynkiem zbytu jest Unia Europejska, a kiedy ona ogranicza zakupy, efekt odczuwamy natychmiast.
Do tego dochodzą Indie i Chiny, które rozwijają własną produkcję i wkrótce będą same eksportować nabiał. To kolejne zagrożenie dla Europy.
Na koniec dochodzą jeszcze wysokie koszty produkcji i presja sieci handlowych, które wymuszają obniżki cen u producentów, podczas gdy konsumenci nadal płacą coraz więcej. To nie teoria spiskowa – to czysta ekonomia.
Spółdzielczość z przyszłością
Czy obawa przed utratą niezależności gospodarstwa może być barierą dla rolników?
Nie powinna być. Wręcz przeciwnie – współpraca to szansa, by inwestować efektywniej. Jeśli pięciu rolników złoży się na maszynę za milion złotych, każdy z nich zapłaci tylko 200 tysięcy. Oszczędności można przeznaczyć na rozwój gospodarstwa, poprawę genetyki, modernizację obory czy stada.
Spółdzielnia to sposób na dzielenie kosztów, zysków i ryzyka. Dziś aż 80% mleka w Polsce jest skupowane, przetwarzane i sprzedawane przez spółdzielnie – to ogromny sukces. Fakt, że mamy młodszych menedżerów, czterdziestolatków, którzy są otwarci i nowocześni, to kolejny powód do optymizmu. Musimy jednak zachęcać młodych rolników do działania, bo średnia wieku rolnika w Polsce to 55 lat, a w Unii jeszcze więcej.
Jak ważna jest rola menedżera w spółdzielni?
Bardzo ważna. Jeśli rolnik prowadzi gospodarstwo i nie ma pracowników, powinien zatrudnić menedżera z głową – kogoś, kto rozumie branżę i realia pracy rolnika. Taka osoba nie może być oderwana od rzeczywistości – musi wiedzieć, czym jest gospodarstwo i jak funkcjonuje.
Rolnicy powinni skupiać się na nadzorze i wspieraniu menedżera, a nie na codziennym zarządzaniu. Oczywiście są też spółdzielnie, gdzie rolnicy sami zarządzają i dobrze sobie radzą, ale wszystko zależy od skali działalności.
W Europie funkcjonują różne modele, jednak zawsze kluczem jest kompetentne przywództwo.
Czy zewnętrzny menedżer może cieszyć się większym zaufaniem rolników?
To zależy od ludzi, ale generalnie mamy w Polsce problem z zaufaniem.
Nie ufamy sobie nawzajem – to nasz narodowy gen. A przecież czasem warto zaryzykować i zaufać komuś spoza środowiska, kto ma wiedzę i doświadczenie. Bez zaufania nie zbudujemy ani spółdzielni, ani wspólnoty.
źródło: farmer.pl
Wyszukiwarka